piątek, 18 lutego 2011

mainstream #2

Marshall Bruce Mathers III. Lub po prostu Eminem. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Co z tego, skoro i tak jest ikoną rapu, a co za tym idzie, jego nieodłącznym elementem. Ja sam jestem nastawiony do niego krytycznie, po prostu robi z siebie pajaca.



Recovery wzbudziło tyle samo kontrowersji co sama postać Slim Shady'ego. Ogólnie śmieszna sytuacja bo w  końcu jest to łagodna płyta, z nastawieniem na refleksje a podzieliła słuchaczy na dwa obozy: jedni którzy wręcz kochają ten album i Ci którzy kochają go nienawidzić.

1. Cold Wind Blows
2. Talkin' 2 Myself (feat. Kobe)
3. On Fire
4. Won't Back Down (feat. P!nk)
5. W.T.P.
6. Going Through Changes
7. Not Afraid
8. Seduction
9. No Love (feat. Lil Wayne)
10. Space Bound
11. Cinderella Man
12. 25 to Life
13. So Bad
14. Almost Famous
15. Love The Way You Lie (feat. Rihanna)
16. You're Never Over
17. Untitled

Pierwsze co rzuca się w oczy, to refleksyjność. Em już nagrywał takie kawałki, ale teraz nagrywa cały album o swoich refleksjach! Okraszone są one świetnym flow i głosem, bardzo dobrymi bitami i wybitną techniką. I to jest  pierwszy zarzut antyfanów Recovery. Shady stracił pazur i podporządkował się rynkowi. Nie ma nic śmieszniejszego niż takie stwierdzenie. Właśnie te złośliwe komentarze w utworach, krytykowanie gwiazdek itd. mimo iż wydaję się być wojną z rynkiem, było podporządkowywaniem się pod jego wymagania. Każdy w końcu chce słuchać gościa który atakuje każdą gwiazdkę.

A ja? Ja przyznam szczerze, zakochałem się w tej płycie. Lubię takie klimaty które pozwalają na refleksje a jednocześnie nie narzucają nam tak bardzo toku myślenia. Kiedyś nawet powiedziałem, że to będzie klasyk i chyba nie mogę się z tym nie zgodzić nawet teraz kiedy emocje opadły. Tym po prostu trzeba się jarać. Kto nie docenia tej plyty to jest zapatrzony w Vive i MTV ;p

To może tak po kolei, płytę otwierają słowa
Cause some things just don't change 
It's better when they stay the same 
Altough the whole world knows your name 
So on the biggest days they came to see you spit on the game
Po których słyszymy właściwy już track Cold Wind Blows. Nastraja nas bardzo dobrze, jest kilka śmiesznych wersów
During an earthquake urine in your face 
Cause  you're fake, ahh what the fuck that hurt went
 jak i pierwsze rozkminy.
Alright then I quit, God I give up
Call it evil that men do, lord forgive me for what my pen do
This is for your sins, I cleanse you
You can repent but I warn you, if you continue
To hell I'll send you, and just then the wind blew
Drugi track to fenomenalne Talkin' 2 Myself. Ten refren Kobe'ego to po prostu poezja! Sam tytuł już daje do myślenia, a sam kawałek nie zawodzi. Słyszymy między innymi o dawnych planach artysty:


I almost made a song dissin Lil Wayne It's like I was jealous of him cause of the attention he was gettin I felt horrible about myself, he was spittin and I wasn't, anyone who was buzzin back then coulda got it Almost went at Kanye too, God it feels like I'm goin psychotic, thank God that I didn't do it
Zostajemy przeproszeni za dwa ostatnie albumy jak i przeprasza T.I. Lil Wayne'a i Kanye'ego Westa.
Ogólnie to lirycznie obraca się cały czas w okół podobnych tematów. Jednak Marshall robi to w sposób bardzo, bardzo dobry przykuwając naszą uwagę od pierwszej do ostatniej nutki.
Albumu można słuchać i słuchać nie czując znudzenia wsłuchując się i wgl nie zauważając zmiany utworów. To jest jak jedna wielka symfonia (no może teraz troszkę przesadziłem)  ale są takie utwory które wręcz wybijają się ponad przeciętność (co w tym wypadku znaczy, ponad poziom bardzo dobry). Pierwszą taką piosenką jest Talkin' 2 Myself, drugą Going Through Changes. Nie wiem czemu mi się tak podoba, ale początek trzeciej zwrotki, (wake up in the hospital, full of tubes) przyprawia mnie o dreszcze. Kocham po prostu. W ogóle od tego momentu zaczyna się poziom wybitny, po GTC słyszymy pierwszy singiel - Not Afraid który jak dla mnie jest po prostu krótkim opisem, streszczeniem całego albumu. Jarałem się tym dłuuugo. Kawałek któremu chcę poświęcić osobny kawałek, No Love. Najlepszy track Anno Domini 2010. Bez dwóch zdań. Lil Wayne jak tam jedzie to głowa mała. Liryka, flow, bit - to wszystko miażdży! To jak Weezy w pewnym momencie przyśpiesza, (Yeah put a dick in their mouth so i guess it's fuck what they say) to jak nawija Eminem, ten sampel z What Is Love, razem daje mieszankę wybuchową, mieszankę która długo nie schodzi z głośników. Tak więc, No Love zawiesiło baaardzo wysoko poprzeczkę i niestety żaden track już nie jest tak świetny. Co nie znaczy, że jest słabo. Wręcz przeciwnie. So Bad, Cinderella Man, Space Bound, 25 to Life i Almost Famous to jest poziom bardzo wysoki. W zasadzie mogę przyczepić się tylko do Love The Way You Lie. Wiem, wiem. Dużo zamieszania i promocji w okół tego było. Dużo zachwalania. Jednak ani panna Riri nie dała rady ani Em nie pokazał swoich możliwości. Nie żebym hejtował Rihannę, to co zrobiła z refrenem w Run This Town Jay'a Z to dla mnei absolutna czołówka śpiewanych rap-refrenów, po prostu nie siada mi ten kawałek i tyle. Co do gości, to jest ich mało. I bardzo dobrze, w końcu kto może powiedzieć lepiej o tym co się dzieje w głowie Slim Shady'ego jak nie on sam? Jedyna zwrotka została użyczona Wayne'owi i wiecie już co o niej myślę. Tak to jeszcze mamy wspomnianych już Kobe oraz Rihannę i niewspomnianą P!nk, która w moim osobistym odczuciu spisała się lepiej niż wokalistka z Barbadosu. Co do podkładów, to spotkałem się z opinią jako iż są najsłabszym ogniwem Recovery. No może producenckie majstersztyki to to nie są, ale jest dobrze, w niektórych momentach bardzo dobrze i nie ma na co narzekać. Co ciekawe, tylko jeden bit wyprodukował Dre i to jeszcze w kolaboracji z Nickiem Brongersem. Oprócz nich mamy Boi-1da, Just Blaze'a i kilku innych, w ostatnim kawałku jest Havoc. Podtrzymuję moje zdanie, to może być klasyk. Ma wszystko żeby się nim stać. Od podkładów przez teksty itd. W skali szkolnej po raz pierwszy od dawna mogę z czystym sumieniem dać 5.

niedziela, 6 lutego 2011

south, south #1

Curren$y - Pilot Talk

Dziś, po raz pierwszy zagłębię się w bardziej południowe klimaty. Ktoś powie "w końcu", przecież obecnie południe to najsilniejsza scena na rynku i w ogóle. No niestety, nie jestem ani wielkim fanem, ani nawet nie znam się na sałfern rap. Album ten, jest debiutem Curren$y'ego. Debiutem mainstream'owym, ponieważ wcześniej zdążył niezależnie wydać dwa albumy.

1. “Example”

2. “Audio Dope 2″
3. “King Kong”
4. “Seat Change” (featuring Snoop Dogg)
5. “Breakfast”
6. “Roasted” (featuring Trademark Da Skydiver & Young Roddy)
7. “Skybourne” (featuring Smoke DZA & Big K.R.I.T.)
8. “The Hangover” (featuring Mikey Rocks)
9. “The Day” (featuring Mos Def & Jay Electronica)
10. “Prioritize (Beeper Bill)” (featuring Nesby Phips)
11. “Chilled Coughpee” (featuring Devin the Dude)
12. “Address” (featuring Stalley)
13. “Life Under The Scope”


Na chwilę obecną, według last.fm, mam 78 odtworzeń tej płyty, z czego 47 w tym tygodniu. Przez ostatnie siedem dni był to najczęściej słuchany przeze mnie album. Co takiego ma w sobie ta płyta? Po raz pierwszy, walutę usłyszałem gdzieś w sierpniu. Po pierwszym przesłuchaniu odczucia były pozytywne, ale bez szału. Po jakimś tygodniu, w czasie pamiętnych upałów spacerując po mieście puściłem sobie PT raz jeszcze. Od razu poraziły mnie (w pozytywny sposób) bity, które mają w sobie taką lekkość i spokój zarazem. Leżąc w ogrodzie, nie namyślając się długo puściłem sobie od razy ten albumik.

Example to swoiste intro, które bardzo dobrze wprowadza nas w dalszą część płyty. Nie zwraca na siebie zbyt wiele uwagi, ale nie potrafię go przeskippować. Następnie słyszymy Audio Dope 2. Chyba największy kozak na płycie, bardzo dobry refren, świetne flow + bit dają mieszankę wybuchową którą można się jarać naprawdę długo!

Czymże byłby debiut wschodzącej gwiazdy bez Snoop Dogg'a?! Wielu raperów (i wokalistów/ek) wychodzi z założenia, że gościnny występ Doggfather'a to znakomita promocja dla albumu. W sumie racja, bo mimo tego, że ostatnie wyczyny Doggy Dogg'a nie powalają na kolana, to kiedy tylko usłyszę o jego featuringu, sprawdzam od razu z nadzieją na dobrą zwrotkę. Cóż, tym razem się nie rozczarowałem, ale też zbyt wiele dobrego powiedzieć nie mogę. Solidny występ bez fajerwerków.

Z innych gości, mamy w kawałku Roasted Trademark'a oraz Young Roddy'ego. Jest to jeden z najlepszych kawałków na płycie (top3 z pewnością) wokal Curren$y'ego w refrenie miażdży. W sumie, to nie jest śpiew,  coś pomiędzy nawijką a śpiewem, ale wychodzi bardzo dobrze. Zaskoczyła mnie bardzo dobra zwrotka Mos Def'a w The Day. Słyszałem kilka jego występów i raczej mnie nie porwały, ale tutaj jest naprawdę mocno. Mówiąc o gościach, grzechem byłoby zapomnieć o Devin'ie The Dude! Ten cienki głosik i-de-al-nie wpasował się w bit i zsynchronizował z gospodarzem.

Bity są bardzo dobre. Nie ma ani jednego słabszego. Produkcją zajął się w większości Ski Beatz, propsy dla niego! Naprawdę kawał wyśmienitej roboty.

Co do najważniejszej postaci na płycie, to nie mam zastrzeżeń. Reprezentant Nowego Orleanu ma ciekawy głos, flow też dobre, nie był monotonny. W zasadzie największym minusem jest długość, to tylko 42 minuty! Track więcej (albo dwa) naprawdę by się przydał. W końcu też, trzeba oddać hołd projektantowi okładki, która mnie osobiście powala.

Curren$y wydał ten album mając aż 29 lat, dodając fakt, iż jest do debiut, można z czystym sercem stwierdzić, że to o wiele za późno. Szczególnie, że jest to (drobny) kawałek naprawdę dobrej (baa, bardzo dobrej) muzyki. Nie byłbym obrażony gdybym mógł to usłyszeć wcześniej z przeświadczeniem, że ma jeszcze kilka takich albumów w swojej dyskografii. Niestety jak na razie są dwa krążki, trzeci w drodze. Kolejny materiał który mogę dodać do zakładki "czekam".

W skali szkolnej: 4+

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Gangsta party #2

WC. Dub C. Dub Sizzle. Jakby nie mówić, chyba każdy, kto choć trochę jara się rapem zna tego typa.
Jeden z moich ulubionych, chyba zaryzykuję i postawię go na trzecim miejscu w top10 ^^ Równa i bardzo dobra dyskografia (do tego dochodzą płyty z Westside Connection), jedno z najlepszych flow jakie słyszałem, tekstowo też źle nie jest.

Guilty by Affiliation
Winny poprzez członkostwo. Ostatni album rapera z Kaliforni, premierę miał dokładnie 14 sierpnia 2007 roku. Jaki jest ten album? Zachodni, bez wątpienia czuć tutaj gangsta rap w najlepszym wydaniu. A propos wydania, GbA zostało wypuszczone przez wytwórnię Ice Cube'a. Lench Mob Records, nawet na okładce mamy ryjek Cube'a, co samo już wskazuje, że będzie go na tej płycie dużo.

1. This is Los Angeles featuring Ice Cube
2. West Coast Voodoo featuring The Game
3. Jack and the Bean Stalk
4. Paranoid featuring Ice Cube
5. Guilty by Affiliation featuring Ice Cube
6. Dodgeball featuring Butch Cassidy, Snoop Dogg
7. Keep It 100 featuring Ice Cube
8. Crazy Toones for President
9. If You See a Bad Bitch featuring Ice Cube
10. Look at Me featuring Ice Cube
11. Side Dick
12. 80's Babies featuring Ice Cube
13. Gang Injuctions
14. Addicted to It featuring Ice Cube

Mało gości, dużo featuringów. Na całym krążku możemy usłyszeć sześć osób. Dużo? Nie, a jeszcze jak okaże się, że szóstą osobą jest DJ Crazy Toones który występuję tylko w skitach to zostaje pięciu gości. Mimo to, tylko w czterech na czternaście tracków możemy usłyszeć Dub'a samotnie, beż innych wykonawców. Początkowo liczba gościnnych występów Cube'a może zszokować, sam podszedłem do tej płyty w stylu: "ludzie, ja chce posłuchać Dub'a a tu ponad połowa kawałków zawiera Cube'a?!". Jednak obecność Kostki Lodu jest wbrew pozorom sporadyczna, (osiem refrenów + jedna zwrotka) i w ogóle nie odciąga uwagi od gościa który na tym materiale ma być najlepszy największy itp. Oprócz tego mamy jeszcze jedną zwrotę Snoop'a (naprawdę bardzo, bardzo dobrą) w Dodgeball'u, i w tym samym kawałku refren Butch'a Cassidy'ego (co ten gość wyprawia w refrenach Cube'a <3, muszę mu się bliżej przyjrzeć). Zaraz w drugim kawałku jest The Game. Nie oszukujmy się, nie lubię gościa, rapsy ma nawet dobre, ale całą swoją osobą mnie odpycha ( i ten pamiętny tekst w czasie wspominania 2Pac'a: "Gdyby Pac żył, miałby 38 lat") ale tutaj ma naprawdę konkretny występ, bardzo dobrze wypadł na tym bicie.

Wiemy już jak goście, a jak poradził sobie gospodarz? Dub to Dub, równy poziom (równy w tym przypadku oznacza bardzo dobry), potwierdza, że jest w czołówce Westu (i jednocześnie wraz z Kuruptem króluje w rankingu najbardziej niedocenionych raperów) tak naprawdę Wiliam był jest i będzie w cieniu Cube'a, szkoda. Teksty, no nie jest w tym mistrzem, ale da się słuchać i kilka razy miałem banana na twarzy słuchając co ma do powiedzenia. Flow? Ludzie, to jest Wiliam L. Calhoun! Jego nie można nawet posądzać, że źle nawinie! Flow to jego największy atut (wraz z głosem który jednak jest z nim związany) i tutaj wykorzystuje go w 95 %, czemu tylko tyle? Ja wręcz kocham jego przeciąganie samogłosek, a tutaj tego zabrakło :( tylko w jednym kawałku tak urozmaicił track :( 


To może kilka tracków wartych zapamiętania =D Płytę otwiera This is Los Angeles, jest to jednocześnie singiel promujący płytę. Konkret, dobry bit, tekst o życiu na ulicach LA.

I was raised in the hood called what the fuck nigga
W.C., ya better duck nigga
Fuck me, you're out of luck nigga
("This is Los Angeles", "This is Los Angeles")
Po tym West Coast Voodoo, jak mówiłem bardzo dobry występ Game'a, jarałem się tym przez jakiś miesiąc. No i track tytułowy, Guilty by Affiliation, tu Dub wspiął się na wyżyny swoich lirycznych możliwości! Plus świetny refren Ice'a i mamy najlepszy kawałek na płycie <3
It's like Russian Roulet with five bullets in the barrel
I'm located on the map, with latinos and black
American dream is pistol and a dope sack
Do a nigga gotta be rich, just to get over?
Do a gotta be a bitch to sit next to Oprah? 
Cause bein' black ain't a job it's a motherfuckin' adventure
Look, the gun shots won't cease
And rollin' by, if it ain't my enemies then it's the police
I'm askin', which one will kill me faster?
Is it that drive-by, or the cigarette causin' cancer? 
No i ten refren:
And if you guilty by affiliation
And you're subject to humiliation
And you're facin' incarceration
Probation or under investigation
Throw your hands up to the sky
Oh Lord please tell me why
My own people gon' testify
I'm in the hood and I don't have a alibi 
Podsumowując, płytę oceniam w skali szkolnej na 4+. To wszystko na dziś, do napisania ; D

niedziela, 16 stycznia 2011

mainstream #1

Miało być tak pięknie, miałem pisać o Kurupcie, Nasirze itd. a tu dupa. No cóż, nie miałem weny ani na tego bloga, ani na resztę :D Ale jak mawia południowy klasyk: Bitch I'm Back! (no klasyk to może za dużo powiedziane ale Slim Thug może czuć się dumny, że go cytuję!)

Ah, ostatnio mój gust jest rozszarpywany na wszystkie strony, jednego dnia słucham truskulu jak Rakim, następnego mocny mainstream w postaci Maino czy Young Jeezy'ego.

No i właśnie o Maino będzie dziś mowa. Zacznijmy:


1 Million Bucks feat. Swizz Beatz 
2 Scene 1: If Tomorrow Comes... 
3 Back To Life feat. Push! Montana 
4 Remember My Name 
5 Gangsta feat. B.G. 
6 Scene 2: The Meeting 
7 All The Above feat. T-Pain 
8 Here Comes Trouble 
9 Scene 3: Hating 
10 Hi Hater 
11 Let's Make A Movie 
12 Kill You 
13 Scene 4: Contemplating 
14 Runaway Slave 
15 Soldier 
16 Hood Love feat. Trey Songz 
17 Floating 
18 Scene 5: The Phone Call 
19 Celebrate 

Debiutancki album artysty z Nowego Yorku' u przesłuchałem dwa razy, nie ukrywam że bardzo mi podszedł (a w czasie pisania tej recenzji leci na moich głośnikach :D ) 

Na sam początek dość szybki luźny kawałek który fajnie wprowadza w dalszą część płytki. Następnie mamy skit If Tomorrow Comes, ogólnie skity na tej płytce nie przeszkadzają przynajmniej mi ;) 

Kolejny kawałek, Back To Life z "fitem" Push! Montany opisuje spotkanie Maino z przyjacielem po wyjściu z pierdla, IMO to ciekawy pomysł. 

Dwa kolejne kawałki: Remember My Name oraz Gangsta trzymają poziom poprzednich. Po drugim skicie słyszymy All The Above z IMO bardzo dobrym refrenem T-Pain' a, BTW to fajny bujający track. Po tym usłyszymy lekko bangerowe Here Comes Trouble gdzie mamy kolejne nawiązanie do dziesięcioletniej odsiadki rapera: 

Cytat:
Got homies all in jail


Trzeci skit- Hater rozmowa Maino z hejterem, zaraz po tym na głośniki wchodzi Hi Hater opisujące problem "hejteryzmu". Kolejny bujacz na płytce Let's Make a Movie.

Kill You- artysta opisuje monolog zabójcy wypowiadany do ofiary po którym następuje skit i cztery kawałki które nie zaniżają poziomu, jednak na uwagę zasługuje track Runaway Slave w którym Maino porównuje się do niewolnika. Płytę zamyka Celebrate który jest o... płycie If Tomorrow Comes.

Ogólnie cała płytka jest dobra lirycznie, bity są dobre miejscami bardzo dobre. Najlepsze kawałki ciężko wybrać gdyż cała płyta trzyma dobry poziom, ale moimi faworytami są: Kill You, Hi Hater oraz All The Above. Płytce daję mocne 8/10 



Oprócz debiutanckiej płyty, Maino wydał w chuj mixtejpów, z czystym sercem mogę powiedzieć, że najlepszy z nich to Art of War z tego (kurwa, z zeszłego!) roku, baa, on jest nawet lepszy od If Tomorrow Comes...


W tym roku ma wyjść druga płyta: The Day After Tomorrow, czekam!

czwartek, 6 stycznia 2011

kolabo #1

Dawno nie pisałem ale mniejsza z tym ;p Dziś krótko, ale treściwie.

Jay Z oraz R. Kelly - tych panów chyba przedstawiać nie muszę? No ale tak po krótce, ten pierwszy to prawdziwa legenda, jeden z najlepiej znanych raperów świata, twórca hitu Empire State of Mind, nagrał kilka wspaniałych płyt w tym klasyczne Reasonable Doubt oraz Blueprint. Drugi to znany każdemu z I Believe I Can Fly, ikona R&B.


Co ich łączy? Pasja którą jest muzyka, talent, wielka kasa no i wydane w 2002 oraz 2004 dwie płyty :D
To co pierwsze rzuca się w uszy to niesłychana lekkość i świeżość. Obaj wykonawcy na majku brzmią znakomicie, wspaniałe flow Hovy i wokal Kelly'ego. Osobiście najmniej podobały mi się kawałki w których zabrakło Jiggi (tych na szczęście było mało) z prozaicznego powodu, mojej alergii wręcz na śpiew. Nie że nie lubię śpiewaków czy przeszkadza mi to, po prostu nie jara mnie śpiew i koniec kurwa gadki!
Teksty są głównie o niczym. To znaczy się o kobietach, pieniądzach i ogólnie o wszystkim co wprawi nas w dobry humor. Płyty są w luźnym klimacie i bardzo dobrze, nie ma ciężkiego truskulowego pierdolenia jak to jest źle na ulicy i w ogóle, ta płyta ma relaksować i robi to w doskonałym stylu. Jedyny minus to długość. The Bes of Both Worlds ma zaledwie dwanaście kawałków a "Nieskończony Biznes" jedenaście.

Słowem podsumowania, obydwa krążki jak już powiedziałem relaksują. Rap jest różnorodny, warto zawsze o tym pamiętać, Jay pokazał że potrafi nagrać coś na chill out, coś co może bez kompleksów konkurować z legendami G-Funku.

piątek, 31 grudnia 2010

Składankowo #1

Jako że dziś sylwester, rezygnuję z tradycyjnej notki i robię listę 25 tracków bez których nie wyobrażam sobie dobrej imprezy =D

1.  Kurupt - I'm Burnt ft. Problem
bez dwóch zdań zwycięzca, ten bit po prostu wkręca sie i nadaje rytm aż nie da się usiedzieć w miejscu!
2. Ice Cube - I Rep That West ft. Jigg
banger roku, czy potrzebna jest jeszcze jakaś argumentacja?
3. Dr. Dre - What's the Difference? ft. Xzibit & Eminem
track z klasycznej płyty 2001, jeden z lepszych więc musiałem go tu uwzględnić, wysoko bo po prostu zakochałem się w tym bicie
4. Slim Thug - Rep the Dirty
nie wypisałem gości bo się pogubiłem xD co nie zmienia faktu że baardzo długo mnie ten track jarał w wakacje ; ) polecam jednocześnie mixtape - No Mixtape
5. Maino - All The Above ft. T-Pain
debiutancki krążek mocno namieszał na scenie jak i w moich prywatnych rankingach, kawałek nie schodzil z playlisty przez blisko miesiąc więc jest dobrze
6. Slim Thug - Smile
nie ma to jak rap o kobietach i felgach samochodów! może lirycznie nie jest to mistrzostwo świata (nawet dobry poziom to za dużo powiedziane) ale ten track ma bujać! i robi to doskonale!
7. Xzibit & MC Ren & Young Maylay & Dub C - Roll On 'Em
bardzo dobry west coastowy banger, Maylay pozamiatał, ale reszta też wysoki poziom, a wysoki poziom = wysokie miejsce
8. Warren G - Regulate ft. Nate Dogg
przyrodni brat Dr Dre mimo że nie uzyskał takiej sławy jak on również jest świetnym producentem i jeszcze lepszym raperem, dodając najlepszego refrenośpiewaka westu (no może oprócz Kokane'a) mamy banger idealny
9. Dr. Dre - Nuthin' But A G Thang ft. Snoop Dogg
rok 92, złota era G-Funku i najlepszy album tego gatunku, a więc i singiel go promujący! kto nie zna ten po prostu pipa
10. Ice Cube - Get Use To It ft. Dub C & The Game
ależ zachodnio, ostatnie cztery miejsca w dziesiątce dla reprezentantów gangsta rapu, mam sentyment do tej nutki każda zwrotka lepsza niż poprzednia
11. Lil Wayne - Lollipop ft. Static
12. Young Buck - This Is Mine
13. Bun B - That's Gangsta ft. Sean Kingston
14. Slim Thug - Gangsta ft. Z-Ro
15. NaS - Hero ft. Keri Hilson
16. Slim Thug - Welcome 2 Houston ft. Chamilionaire, Paul Wall, Mike Jones, Pimp C, Bun B, Lil Keke
17. Roscoe - Smooth Sailin'
18. Dub C - West Coast Voodoo ft. The Game
19. Dub C - Guilty by Affiliation ft. Ice Cube
20. Ice Cube - You Can Do It ft. Mack 10 & Ms Toi
21. Ice Cube - Too West Coast ft. Dub C & Young Maylay
22. Dr. Dre - Still Dre ft. Snoop Dogg
23. Snoop Dogg - Gin & Juice
24. Young Buck - Hood Documentary
25. Westside Connection - Gangsta Nation ft. Nate Dogg


Jestem fanem zachodniego wybrzeża stąd tak duża przewaga gangsta rapu. Ale myślę że to co najważniejsze (czytaj top 10) w miarę obiektywnie zrobione.
Zapraszam do komentowania!

czwartek, 30 grudnia 2010

Gangsta party #1

Od razu mówię, nie jestem żadnym hejterem, natomiast fanem tak. "Fanuję" wielu wykonawcom, jest jednak taki jeden którego kopnął zaszczyt, że ktoś taki jak ja łaskawie zgodził się dodać psycho przed fan ;d Tak więc, jestem psychofanem Ice Cube'a. Nie stawiam go na pierwszym miejscu jako najlepszego rapera, on jest tylko moim ulubionym wykonawcą, słucham go często i słuchanie go sprawia mi największą przyjemność, to wszystko.


Tak sobie myślałem żeby może zacząć od recenzji? No dobra, recenzja - to postanowione. Co by tu zrecenzować jako pierwsze? Illmatic? Może coś od Biggiego albo jakiś południowy klasyk? Ten cały wstęp był między innymi po to, żeby uargumentować mój wybór. Pierwsza recenzja należy bowiem do...


PAM PARAM PAM!


Ice Cube - The Predator
Trzeci (czwarty licząc Kill At Will EP) solowy album reprezentanta (baa, weterana już!) Zachodniego Wybrzeża, a zarazem mój ulubiony.
1. The First Day Of School (Intro) 

2. When Will They Shoot 
3. I'm Scared (Insert) 
4. Wicked 
5. Now I Gotta Wet Cha' 
6. The Predator 
7. It Was A Good Day 
8. We Had To Tear This Muthafucka' Up 
9. Fuck 'Em (Insert) 
10. Dirty Mack 
11. Don't Trust 'Em 
12. Gangsta's Fairytale 2 
13. Check Yo Self (Feat. Das EFX) 
14. Who Got The Camera? 
15. Integration (Insert) 
16. Say Hi To The Bad Guy 
Bonus Tracks: 
17. Check Yo Self ("The Message" Remix) 
18. It Was A Good Day (Remix) 
19. 24 Wit An L 
20. U Ain't Gotta Take My Life

Już od początku czuć klimat tej płyty. Po intrze wita nas kawałek When Will They Shoot. Mocny szybki bit, typowa dla młodzieńczych lat Kostki Lodu energiczna nawijka (osobiście nazywam to wkurwieniem w głosie) i tekst pełen punchline'ów.
Ice Cube is out-gunned, what is the outcome?
Will they do me like Malcolm? Cause I bust styles, new styles, standin - strong! While, others +Run+ a +Hundred Miles+ But I never run, never will
Deal with the devil with my motherfuckin steel - BOOM!
Jedne z najlepszych wersów w karierze, nawiązanie do bojownika o prawa czarnych i następnie punch skierowany do grupy N.W.A.
Cause I like Nat, Huey, Malcolm, and Louis
Most got done by a black man's bullet
Kolejne bardzo dobre wersy.
O tym tracku mógłbym się rozpisywać przez całą recenzję więc przejdźmy dalej ;p Skit I'm Scared a następnie Wicked, Podkład lekko chaotyczny może na początku przeszkadzać ale w końcu się do niego przekonałem, a nawet zajarałem. Do warstwy lirycznej nie ma co się przyczepiać dużo nawiązań do postaci Rodney'a Kinga ale co się dziwić, w końcu płyta wyszła w tym samym roku co słynne LA Riots. Now I Gotta Wet 'Cha! teraz sprawię że będziesz miał mokro! Sam tytuł jest bardzo agresywny a cały kawałek jest jakby dissem na LAPD,
You in danger, Mr Gangbanger
It ain't cool to take nappy from a stranger
A place on the map where the order is

though devils can't leap up a motorist
and get nothin but a slap on the wrist
To co mówiłem - nawiązanie do sprawy Rodney'a. Cały track epatuje wręcz przemocą i niechęcią do policji co w tamtej sytuacji było raczej zrozumiałe -.-
Co mamy dalej... ach tak! Track tytułowy, kolejna porcja świetnych linijek ale niestety to co usłyszymy w głośnikach za chwilę przyćmi całą resztę albumu i sprawi że wyda nam się tylko średnia! (no może z wyjątkiem When Will They Shoot ;p) O czym mowa? Oczywiście Today Was a Good Day, klasyk sam w sobie, mam nadzieję że nie trzeba go nikomu przedstawiać, wykorzystany był między innymi w soundtracku GTA: San Andreas. Co mogę napisać, bit wspaniały, tekst wyśmienity, spokojny. West w stu procentach w dodatku przyjemny dla ucha, tekst lekko G-Funkowy ale i tak wyśmienity. Kolejne nuty oscylują przy tym samym temacie, z małym wyjątkiem Dirty Mack który jest o relacjach damsko męskich, gangsterskich relacjach damsko-męskich. Nadchodzi chwila rozluźnienia, Gangsta's Fairytale Pt.2 - druga część ulicznej wersji kultowych bajek dla dzieci, nie ukrywam, słabsza od oryginału z AmeriKKKa's Most Wanted ale i tak bardzo dobra. Przechodzimy do Check Yo' Self. Kawałek mocny, znowu dużo brutalności ale cóż, taki okres. Do tego kawałka nakręcono klip który jest kontynuacją klipu do Today Was A Good Day. Ostatni kawałek na płycie to Say Hi To The Bad Guy, chyba nie muszę mówić, ze tytułowy bad guy to oczywiście pan w niebieskim mundurze - policjant. Na zakończenie mamy cztery "Bonus Tracks" z czego dwa to remiksy: Today Was A good Day czyli jakich bitów Cube ma nie używać i Check Yo' Self na bicie z The Message Grandmaster Flash'a.

Dla przypomnienia tracki promujące płytę: